Od tego dźwigania łupów do obozów wysiadają mi już plecy. Thoron twierdzi, że ten sprzęt jest lepszy niż cokolwiek, co mógłby wykuć kowal. „To pozostałości po starożytnej bitwie pomiędzy złotymi bóstwami a mrocznymi kusicielami”, mówi. Ale mnie tu coś nie pasuje. Co tam czarodziej może wiedzieć o zatrzymywaniu ebonowych strzał zmierzających prosto w środek twojego czoła? Nasyconych trucizną i śmigłych niczym wiatr?
Nie wygląda to dobrze i nie wydaje się dobre. Ale szef się klnie, a jeśli nazwę naszego wielkiego przywódcę kłamcą, do rana będzie już po mnie.
Ale jeśli znów każe mi przynosić te straszne robaki, postawię mu się.