a łazik podskakiwał pode mną w pełnym galopie. Wreszcie, po krótkiej modlitwie, wypuściłem strzałę. Zaśpiewała w powietrzu demonicznym jękiem, lecąc w kierunku celu. W końcu, gdy skrzekacz wlatywał już nad foyadę, wbiła się w niego z pełną siłą. Potwór wrzasnął straszliwie i spadł, niknąc mi z oczu.
Okrzyki triumfu