Zmrok w Wartowni (set by Skyrim.esm)

Metadata

FormId
skyrim.esm:01AFE4
Owning plugin
skyrim.esm
Local FormId
01AFE4
Editor ID
SkillOneHanded4 (set by Skyrim.esm)
Inventory image
(none)
Menu art
HighPolyBasicBook05 (set by Skyrim.esm)
Value (gold)
50 (set by Skyrim.esm)
Type
Book or tome (set by Skyrim.esm)
Weight
1 (set by Skyrim.esm)
Can be taken
Yes (set by Skyrim.esm)
Teaches
Skill: Broń jednoręczna (set by Skyrim.esm)
Inventory description
(none) (set by Skyrim.esm)
Keywords
VendorItemBook, GiftWarriorSpecial (set by Skyrim.esm)
Locations (4)
Direct (3)
  • SwindlersDen01 · (5317.8, 535.2, 1655.9) Persistent
    coc SwindlersDen01;player.moveto 000FEE33
  • DawnstarRustleifsHouse · (659, 144.4, 427.1)
    coc DawnstarRustleifsHouse;player.moveto 00090E2F
  • POIPineForest20 (grid 0,-17) · (3159.2, -65731.7, 3357.4)
    coc POIPineForest20;player.moveto 0010711B
Container (1)
  • QASkillBookContainer — QASmoke · (1920, 2368, 6976)
    coc QASmoke;player.moveto 0010DA00
Leveled lists (0)
Scripts (0)

Content (set by Skyrim.esm)


ZMROK W WARTOWNI

spisał
Boali



ie było muzyki. W Tawernie Bez Nazwy w Wartowni panowała cisza, jeśli nie liczyć dyskretnych, ostrożnych szeptów, miękkich uderzeń stóp służącej o kamienie podłogi i delikatnego siorbania stałych bywalców, osuszających kufle i patrzących w przestrzeń. Gdyby ktokolwiek nie miał nic lepszego do roboty, widok młodej Redgardki w drogiej, aksamitnej pelerynie mógłby go zdumieć. Być może nawet wzbudzić podejrzenia. Tej nocy jednak dziwna postać, nie pasująca do tego skromnego i pozbawionego szyldu miejsca, wtopiła się w mrok.

- Jesteś Jomic?

Przysadzisty mężczyzna w średnim wieku, o postarzałej twarzy, spojrzał w górę i kiwnął głową, po czym skupił się znów na swym kuflu. Młoda kobieta usiadła obok niego.

- Jestem Haballa - powiedziała i wyciągnęła niewielki mieszek pełen złotych monet, kładąc go przy jego kuflu.

- Jasne - prychnął Jomic i znów spojrzał jej w oczy. - Kogo mam utrupić?

Nie odwróciła się, ale spytała: - Możemy tutaj rozmawiać?

- Tu nikogo nie obchodzą cudze problemy. Mogłabyś wejść na stół i zatańczyć z gołymi cyckami i nikt by nawet nie splunął. - Mężczyzna uśmiechnął się. - To kogo mam utrupić?

- Tak naprawdę to nikogo - powiedziała Haballa. - Chodzi o to, że chcę kogoś... odsunąć. Na chwilę. W nienaruszonym stanie. Dlatego potrzebuję zawodowca. Ty cieszysz się sporym uznaniem.

- Z kim gadałaś? - spytał beznamiętnie Jomic, wracając do kufla.

- Ze znajomym znajomego znajomego znajomego.

- Jeden z tych znajomych nie wie, o czym gada - mruknął mężczyzna. - Już tego nie robię.

Haballa w milczeniu wyciągnęła kolejny mieszek, a potem jeszcze jeden, kładąc je przy łokciu mężczyzny. Spojrzał na nią przez chwilę, potem wysypał złoto na stół i zaczął liczyć. Nie przerywając, spytał: - Kogo mam odsunąć?

- Chwileczkę - odparła Haballa, kręcąc głową z uśmiechem. - Nim przejdziemy do szczegółów, chcę być pewna, że jesteś zawodowcem i nie uszkodzisz zbytnio tej osoby. I że będziesz dyskretny.

- Dyskretny? - mężczyzna na chwilę przerwał liczenie. - Dobra, opowiem ci o jednej mojej robocie. Minęło - na Arkaya, nie wierzę - dwadzieścia z hakiem lat. Wszyscy prócz mnie, którzy mieli coś wspólnego z tamtym numerem, już nie żyją.

To było jeszcze przed wojną o Bretonię, pamiętasz ją?

- Byłam małym dzieckiem.

- Pewnie - Jomic uśmiechnął się. - Wiadomo, że król Lhotun miał starszego brata, Greklitha, co zmarł, nie? I starszą siostrę Aubki, co wyszła za tego króla gdzieś tam w Daggerfall. A do tego jeszcze miał dwóch starszych braci.

- Naprawdę? - oczy Haballi zalśniły ciekawością.

- Niech skonam, jeśli łżę - odparł. - Chuderlak, na imię miał Arthago, pierworodny króla i królowej. No więc ten książę dziedziczył tron, co niespecjalnie podchodziło jego rodzicom, ale potem królowa wycisnęła z siebie jeszcze dwóch, nieco zdrowszych. I to wtedy mnie i moich kumpli wynajęto, żeby zrobić tak, jakby pierwszego księcia porwał Król-Cień czy coś w tę stronę.

- Nie miałam pojęcia! - szepnęła kobieta.

- Pewnie że nie, i o to biegało - pokręcił głową Jomic. - Tak jak mówisz, dyskrecja. Zapakowaliśmy go do worka, zostawiliśmy w głębi starych ruin i to tyle. Wszystko chyłkiem. Tylko paru kolesi, worek i pała.

- To właśnie mnie interesuje - powiedziała Haballa. - Technika. Mój... przyjaciel, którego należy odsunąć, też jest słaby, tak jak ten książę. Po co ta... pała?

- To narzędzie. Kiedyś było dużo dobrych rzeczy, których już nie ma tylko dlatego, że dzisiaj ludzie wolą łatwość obsługi od tego, co i tak się sprawdza. No bo jest tak: przeciętny koleś ma na ciele siedemdziesiąt jeden ośrodków bólu. Elfy i Khajiitowie, wrażliwi i tak dalej, mają odpowiednio trzy i cztery więcej. Argonianie i Sloadowie niemal równie dużo, bo pięćdziesiąt dwa i sześćdziesiąt siedem. - Jomic zaczął pokazywać swoim krótkim, grubym paluchem obszary ciała Haballi. - Sześć na czole, dwa na brwiach, dwa na nosie, siedem na szyi, dziesięć na piersi, dziewięć na brzuchu, trzy na każdej ręce, dwanaście w kroczu, cztery na dominującej nodze, pięć na drugiej.

- Wychodzi sześćdziesiąt trzy - odparła Haballa.

- Nieprawda - warknął Jomic.

- Prawda - odkrzyknęła młoda dama, oburzona, że kwestionuje się jej matematyczną wprawę. - Sześć plus dwa plus dwa plus siedem plus dziesięć plus dziewięć plus trzy za jedną rękę i trzy za drugą plus dwanaście plus cztery plus pięć. Sześćdziesiąt trzy.

- Musiałem o paru zapomnieć. - Jomic wzruszył ramionami. - Liczy się to, że jeśli chcesz nauczyć się porządnie bić maczugą albo kijem, musisz opanować te ośrodki bólu. Lekkie puknięcie, dobrze wykonane, może zabić albo ogłuszyć kogoś bez jednego siniaka.

- Fascynujące. - Haballa uśmiechnęła się. - I nikt nigdy się nie dowiedział?

- A niby jak? Rodzice małego, król i królowa, już gryzą ziemię. Inne dzieci zawsze myślały, że brata porwał Król-Cień. Wszyscy tak myślą. A moi wspólnicy nie żyją.

- Przyczyny naturalne?

- Nic w Zatoce nie jest naturalne i dobrze o tym wiesz. Jednego załatwił jakiś Selenu. Drugi zmarł na to samo choróbsko, które zabiło królową i księcia Greklitha. Trzeciego jakiś włamywacz pobił na śmierć. Jak się chce przeżyć, trzeba siedzieć cicho i nie leźć w oczy. Tak jak ja. - Jormic skończył liczyć monety. - Pewnie strasznie cię pili, żeby się pozbyć tego kolesia. Kto to będzie?

- Lepiej będzie, jeśli ci pokażę - powiedziała Haballa, wstając. Wyszła z Tawerny Bez Nazwy, nie oglądając się za siebie.

Jomic osuszył kufel i wyszedł za nią. Noc była chłodna. Wiatr wiał znad Zatoki, porywając ze sobą liście, które wirowały w powietrzu jak odłamki szkła. Haballa wyszła z zaułka obok tawerny i pomachała do niego. Gdy się do niej zbliżył, bryza rozwiała jej pelerynę, ukazując mu skryty pod nią pancerz z herbem królewskim.

Grubas obrócił się, by uciec, ale była za szybka. Nie miał pojęcia, jak to się stało, ale znalazł się w zaułku, leżąc na plecach, a kobieta mocno przycisnęła jego gardło kolanem.

- Król szukał ciebie i twoich kolegów, odkąd wstąpił na tron. Całkiem sporo lat. Nie sprecyzował bliżej, co mam z tobą zrobić, gdy cię już znajdę, ale podsunąłeś mi pomysł.

Haballa wyjęła zza pasa małą, solidną pałkę.

Pijak, wychodząc chwiejnie z baru, usłyszał cienki jęk i miękki szept dobiegający z mrocznego zaułka: - Tym razem policzmy to dobrze. Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć. Siedem...