Po przedostaniu się przez kopalnię i przebiciu przez pająki, w końcu dotarliśmy do samego Nchaund-Zel. Wybudowali to miasto wprost w ścianach jaskini, która je mieści. Niesamowite. Nchaund-Zel huczy od życia, choć jego strażnicy pozostają uśpieni. Mam nadzieję, że na większej głębokości uda nam się dowiedzieć więcej.
* * * * *
Zdaje się, że to w tym miejscu mieszkały dwa spośród rodów tego miasta. Poświęciliśmy trochę czasu, przyglądając się drzewu stojącemu przed domostwami, lecz nie potrafimy domyślić się jego znaczenia. Stromm zostanie z tyłu wraz z jednym z młodych adeptów. Zbadają ten obszar dokładniej. Chętnie zapoznam się z jego spostrzeżeniami w tym temacie.
* * * * *
Dziś weszliśmy do zbrojowni. Solidne dwemerskie zamki powstrzymały Falmerów przed zagarnięciem najcenniejszych skarbów krasnoludów. Erj stwierdził, że będzie w stanie dostać się do skarbców i że da znać, kiedy będzie już w środku. Pająki przysporzyły nam nie lada problemów, ale któż mógł przypuszczać, że tylko one strzegły bezpieczeństwa Markartu?
* * * * *
Po wyjściu ze zbrojowni rozbiliśmy obóz. Falmerowie, obserwujący nas od jakiegoś czasu, wreszcie zniecierpliwili się naszym najściem. Przyszli, kiedy spaliśmy, wyrżnęli straże. Niechaj Meridia wybaczy mi to, że wykorzystałem studentów do odwrócenia uwagi napastników podczas ucieczki, ale muszę przywrócić to miejsce do życia.
* * * * *
zbyt wielu...
nie mogę wcisnąć przełącznika...
</font>