Błagałam męża, aby nie jechał. Nie chciał słuchać. Stwierdził, że jeśli opóźni dostawy o kolejny tydzień, Legion znajdzie kogo innego, by ruszył na południe.
Niech sobie zatrzymają te przeklęte pieniądze. Droga do Białej Grani jest dziś tak niebezpieczna. Wszyscy o tym wiedzą. Tyle karawan zostało napadniętych, tylu podróżnych rozpłynęło się w powietrzu... Niektórzy twierdzą, że to zwykli rozbójnicy, ale krążą plotki o goblinach, duchach czy wiedźmach.
Jesteśmy małżeństwem od dwudziestu lat. Nie zniosę myśli, że mogłabym go stracić. Nie pozwolę mu jechać samemu, nie tym razem. Żyjemy we dwoje i we dwoje umrzemy. Maro, miej nas w opiece.