Wyznania khajiickiego handlarza futrami (set by Dawnguard.esm)

Metadata

FormId
dawnguard.esm:016692
Owning plugin
dawnguard.esm
Local FormId
016692
Editor ID
DLC1Book3ValuableFurTrader (set by Dawnguard.esm)
Inventory image
(none)
Menu art
HighPolyBasicBook07 (set by Dawnguard.esm)
Value (gold)
11 (set by Dawnguard.esm)
Type
Book or tome (set by Dawnguard.esm)
Weight
1 (set by Dawnguard.esm)
Can be taken
Yes (set by Dawnguard.esm)
Teaches
(none) (set by Dawnguard.esm)
Inventory description
(none) (set by Dawnguard.esm)
Keywords
VendorItemBook (set by Dawnguard.esm)
Locations (3)
Direct (2)
  • DLC1HunterCave01 · (-191, 1167, 8550)
    coc DLC1HunterCave01;player.moveto 020166CA
  • testPhil · (2138, 2141.8, 6848.9)
    coc testPhil;player.moveto 02016693
Container (1)
  • DLC01QAAllItems — QASmoke · (3520, -544, 6976)
    coc QASmoke;player.moveto 0200CAB8
Leveled lists (0)
Scripts (0)

Content (set by Dawnguard.esm)


Wyznania khajiickiego handlarza futrami


Jutro moja egzekucja. Strażnik pyta, co chcę dostać na ostatni posiłek.

Dajcie mi papier - odpowiadam - pióro i świecę.

Być może jarl oczekuje przyznania się. Chętnie jakoś zabiję czas.

Gdy spłonął harem mojego ojca, a fortuna mojej rodziny obróciła się w pył, mój brat i ja zaczęliśmy żebrać w rynsztokach Elsweyr. Nigdy nie zapomnę pierwszego razu, gdy ukradliśmy sakiewkę podróżnika. To był niemal przypadek. Małe draśnięcie pazurem i sakiewka była w naszych rękach. Zjedliśmy tamtej nocy jak królowie. Po raz pierwszy od miesięcy spaliśmy w ciepłym łóżku.

Niedługo później zaczęliśmy parać się złodziejstwem. Banda, która nas przyjęła, traktowała nas jak brudne sieroty - bo nimi byliśmy. Kradliśmy, oszukiwaliśmy, cięliśmy i uciekaliśmy. Lata rozpusty i twardego życia odcisnęły na nas piętno. Straciłem pół lewego ucha w walce na noże ze ślepym, pijanym Argonianinem.

Chciałem zrezygnować, ale mój brat... chciał więcej, lepiej.

Chciał udać się do Cyrodiil i zostać praworządnym kupcem. Mieliśmy plan. Ostatni skok - na kierującą się na północ karawanę, obładowaną ponoć klejnotami.

Coś poszło nie tak. Mój brat nie mógł na czas zatrzymać koni, a ja patrzyłem bezradnie, jak wóz spada w przepaść. Gdy jednak zacząłem grzebać we wraku, moje zdruzgotanie zmieniło się w ekscytację. Nie było tam klejnotów, ale mnóstwo luksusowych wilczych i mamucich skór, kłów horkerów... Aż za dużo, by dostać się do Cyrodiil. Podążyłbym śladem tak wielu osób mego gatunku - zostałbym wędrownym kupcem, parającym się poważaną profesją.

Miałem już wszystkie futra w swoim bagażu, gdy dostrzegłem zmaltretowane ciało mojego brata. Jego uszy były jeszcze ciepłe... Zamknąłem jego oczy po raz ostatni. To było jego marzenie i chciałby, żebym je spełnił. Ja chciałem jednak czegoś jeszcze, a zbliżali się strażnicy. Musiałem iść, ale nie mogłem tak zostawić jego ciała.

Moją pierwszą skórę dał mi brat. Miała być pamiątką po nim... ale w ciemności chaty paserki przemówił do mnie ciężar monet. Spojrzała na skórę mego brata i zaproponowała trzykrotność kwoty, jaką oferowała mi za którekolwiek z innych futer. Obrzydzenie złapało mnie za gardło - nie trwało to jednak zbyt długo. Zdałem sobie sprawę z ceny tego zakazanego luksusu. Wartość, popyt, szacunek.

Tego pragnąłem.

Zrobiło się łatwiej. Ciemna alejka, knebel w jednej ręce i szybkie cięcie przez gardło. Delikatnie przytrzymuję ciało, póki krwawi. Stałem się szybszy, a moje cięcia dokładne i płynne. Zdejmuję skórę jednym ruchem - towar jest idealny, w jednym kawałku.

Stałem się bogaty. O wiele bogatszy niż ktokolwiek kiedykolwiek w mojej rodzinie... a jednak byłem ostrożny. Moja twierdza - dobrze ukryta i właściwie nie do spenetrowania. Zatrudniałem ludzi, którzy niegdyś zatrudniali mnie. Gdy polowaliśmy w dziczy, poruszaliśmy się często po rzadko uczęszczanych drogach. Czailiśmy się w bocznych alejkach, w których spaliśmy, gdy polowaliśmy w mieście. Byłem tak bogaty, że nie musiałem już brudzić sobie rąk.

Bosmerowie płacili najwięcej za pstrokate futra. Argonianie woleli skóry dobrze wygarbowane. Ludzie najczęściej kupowali ogony i uszy. Do kilku dziwnych zamówień musiałem zatrudnić alchemika i mistrza rzemiosła, ale dopóki złota przybywało, nie zadawałem pytań.

A teraz jestem więźniem. Może zrobiłem się nieostrożny? Może pozwoliłem wydostać się na świat zbyt wielu sekretom? Atak na moją fortecę był masakrą. Wzięli mnie żywcem, choć ledwo... i to był ich błąd. Wrogowie powinni zabić mnie, gdy mieli okazję.

Mam jeden wytrych, a północna ściana mojej celi jest zaniedbana i słaba. Moja głowa jutro nie spadnie.

Nie zakończyłem jeszcze swojej pracy - nabywcy zawsze będą. Kiedyś sprzedam za królewską sumę swoją własną skórę, gdyż moje imię jest legendą. A twoja zgnije na śmietniku, tak jak twoje kości.

- Handlarz futrami