Co za okropne miejsce. Po co w ogóle przenosiliśmy się do Skyrim? Brakuje mi wielkich portów, tam zawsze było co robić, a dookoła wciąż byli nowi ludzie. Nawet usługiwanie w kajutach na którymś ze statków, na których pływaliśmy, byłoby lepsze od tego! Mani mówi, że powinniśmy stąd uciec, ale przecież nie zostawię Matki i Ojca samych na tym odludziu... Och, co począć?
----
Jesteśmy tu już od dwóch miesięcy i nie ma zupełnie nic do roboty! Ze szczytu latarni widać nawet Akademię w Zimowej Twierdzy, lecz Ojciec powtarza, że magia jest dobra dla wyznawców daedr. Jedyna niezwykła rzecz, jaka się ostatnio wydarzyła, miała miejsce podczas kolacji. Matka, rozgniewana, oskarżyła nas o podkradanie rzeczy z piwnicy. Poprzedniej nocy rzeczywiście słyszałam tam na dole drapanie, ale uznałam, że to Ojciec skrobie ryby.
----
Kilka dni temu przyłapałam Maniego na grzebaniu wśród beczek i skrzyń w piwnicy. Na początku myślałam, że to on hałasuje i drapie w ściany, by zrobić mi psikusa, jednak wczorajszej nocy znów słyszałam te dźwięki, a Mani leżał już w łóżku. W końcu Ojciec stwierdził, że kupi w mieście kilka pułapek i trutkę, na wypadek, gdyby to były ślizgacze. Naprawdę się boję, to mi nie brzmi jak ślizgacze.
----
Mani nie chce słuchać. Myśli że zmyślam sobie te hałasy i ciągle zakrada się do piwnicy! Och, czemu on musi być czasem taki głupi? Nie wiem, po co ciągle tam złazi, ale znalazłam klucz do piwnicy, który sobie dorobił. Schowałam klucz do ulubionej pamiątki mamy, tam go nie znajdzie. Drapanie robi się coraz głośniejsze.